...i spłoną miecze i krzyku ich nikt nie usłyszy...
W drodze do prawdy
Kategorie: Wszystkie | *Start* | Dygresje | Ludzie na mojej drodze | Prawda w oczy kole- dla wybitnie inteligentnych | Szukając | Z szuflady | ~Opowieści B.~
RSS
czwartek, 09 czerwca 2011
Powrót

Wiele w moim życiu się zmieniło. Myślę.. naprawdę myślę poważnie o napisaniu książki. Książki, w której każdy będzie nazwany swoim prawdziwym imieniem. Książki, która opowie o wszystkim. O kłamstwach tych, mowionych przez tych którym ufałam, o kłamstwach tych którzy zawsze byli kurewsko przeciwni, mimo, ze najpierw zalozyli maske ''ala pro''. Opisze wszystko. Wam przedewszystkim kochani ''Rodzice'' zadedukuję tę książkę. Jej fragmenty umieszcze tutaj.

 

00:54, xara.xara
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 kwietnia 2010
Katastrofa samolotu

Z tym wpisem czekałam aż do dzisiaj. Już po pochowku pary prezydenckiej, więc to dobry czas. Nie będę pisać o swoich odczuciach, co do Wawelu i całej tej schizie, jaka ogarnęła Polaków.

Napiszę o roku 1987 nawiązując do filmu nakręconego przez Rosjanina a który wzbudza tak wiele emocji i dywagacji…

http://www.youtube.com/watch?v=ZofR4YmsuHg&playnext_from=TL&videos=g3VHW0rsJ0M

Nie latam samolotami. Boję się ich. Bardzo się boję. Zastanawiam się, co będzie, kiedy przyjdzie mi odwiedzić swoich teściów, którzy są w USA….Przeżywam koszmar, kiedy mój Najukochańszy Mąż wsiada na pokład….

Nie latam, ponieważ 9 maja 1987 z synami przyjaciółki mojej Matki, byłam na przejażdżce rowerowej w lesie kabackim. Była sobota. „Ciocia” Sabina miała nieopodal działkę. Jako, że moja Mama pracowała w soboty, a ja przyjaźniłam się z jej synami- starszy miał wtedy 16 lat, młodszy 12, zostałam do nich zaproszona na weekend. Stąd ta wycieczka do lasu…

Teraz są tam piesze i mnogie wycieczki. Wtedy ludzi nie było tyle na dróżkach. Jechaliśmy sobie i starszy chciał zobaczyć łąki…

Pamiętam huk silników, coś się zbliżało jak bomba, słychać było łamanie się drzew, mnóstwo trzasków…. a potem huk. Tak blisko, że młodszy spadł z roweru…potem, prawie natychmiast odgłos jak strzały, jakby ktoś strzelał i jeszcze jeden wybuch, ale cichszy, choć spory…. Dzwoniło mi w uszach…

Widzieliśmy ogień i dym…pełno dymu, starszy powiedział- „jedziemy tam!”, młodszy ryczał i krzyczał, że to wojna… ja nie chciałam, ale… pojechałam…do dziś tego żałuję…

Na drzewach wisiały ludzkie szczątki…fragmenty ubrań całe we krwi. Widziałam poparzonego człowieka bez głowy, widziałam ludzkie włosy wraz ze skórą przywarte do kory drzewa…Przed nogami starszego leżała nienaruszona, lekko ubrudzona biała sukienka w różowe kwiatki…

Nie wiem skąd wzięli się gapie… jak jechaliśmy las był cichy… nie było ludzi… ale… Litości! Zanim zjawiły się służby ratunkowe na miejscu pojawili się cywile, kilkanaście, może więcej- przez dym nie było dobrze widać, ale widziałam jak szabrują walizki porozrzucane, niektóre się jeszcze paliły…ktoś krzyknął- to moje dolki!  Spierdalaj! Widziałam jak starsza kobieta w granatowej sukience lub fartuchu pochyla się i ściąga coś z palca…z dłoni, która już nie była częścią całego ciała! Potem przygarbiona szukała dalej, podnosiła różne rzeczy!

Czytając dywagacje o strzałach po katastrofie… Nie wiem, jaka jest prawda. Wiem tylko to... Kiedy ja stałam patrząc na rozbój Polaków, którzy kradną rzeczy zmarłych, myślałam tylko o jednym: - „Czemu nie mam broni, która rozpędziłaby tych złodziei?”

 

katastrofa lotnicza samolotu pasażerskiego Ił-62M SP-LBG Tadeusz Kościuszko Polskich Linii Lotniczych LOT, która wydarzyła się 9 maja 1987 w czasie lotu nr LO 5055 na trasie Warszawa – Nowy Jork, w trakcie podchodzenia do lądowania awaryjnego, po awarii silników.- wikipedia

 

15:39, xara.xara , Dygresje
Link Komentarze (6) »
sobota, 20 lutego 2010
Od czytelniczki

Dostałam maila. Nie komentuję. Publikuje go za zgodą autorki, która podkreśliła, że wszystkie komentarze do tego wpisu mają być przeze mnie publikowane. Jednakże, jako że osoba opisująca swoje przeżycia w tym mailu jest nieobeznana z netowymi zachowaniami, doszłyśmy do kompromisu, że publikowane będą tylko komentarze, które odnoszą się tylko do zawartego tekstu i będą przez autorkę przed publikacją czytane. Nadawczyni maila zastrzega sobie również prawo do prywatności i ewentualne odpowiedzi od niej bedą wklejane tylko przeze mnie.

 

 

„ Xaro. Przeczytalam kilkakrotnie Twoje wyznania w „Ku przestrodze”. Z kazda kolejna litera mialam wrazenie ze jestes moim dawnym psychiatra, ktory na podstawie moich przezyc wykreowal sobie internetowa postac zeby  mnie nasmiac. Spedzilam ponad rok zeby to ustalic. Teraz wiem, ze nie jestes nim i ze to co Cie spotkalo  jest lustrzanym odbiciem tego co mnie spotkalo i stalo sie moim przeklenstwem . Nie jestem dobra w pisaniu. Zapomnialam wiele lat temu ortografie i sposob pisania po polsku. Od 35 lat mieszkam w kraju do ktorego moi rodzice postanowili wyjechac, kiedy Polska i Polscy ludzie w tym lekarze zrobili ze mnie schizofrenika. Mialam 10 lat kiedy to wszystko sie zaczelo. Chodzilam do szkolki niedzielnej bo bylam ‘aniolkiem’w koscielnych strukturach. Wychowana jako katoliczka wierzylam i ufalam tylko dla Boga. Bylam dzieckiem niechcianym oddanym do katolickiego domu dziecka jako niemowle. Wychowywaly mnie zakonnice. Rygor byl straszny. Ciagly strach przed gniewem Boga. Bylam skromna i unizona. Wiedzialam ze Bog moze wszystko. Mialam tam pszyjaciolke. Obok domu dziecka byl tartak. Ona tam poszla i obcielo jej dlon. Dzis mozna by ja pszyszyc wtedy chyba tez. Ale zakonnice powiedzialy – ‘ taka wola Boga ze nie masz reki. Zlamalas zakaz wychodzenia pod nieopieka, to twoja kara. Jak wrocila ze szpitala obie modlilysmy się do Boga zeby oddal jej dlon i wybaczyl. Nie sluchal. Wtedy ja pomodlilam się ze oddam swoja dusze za dlon zeby odrosla jej. Poszlam spac. Wtedy to sie stalo. Cos mnie wyparalizowalo  trzeslam sie milo nawet. Ja myslałam ze snie. Trzy istoty nagle stanely daleko i ja szlam do nich. Piekne jak anioly wokoł nich cos jak skrzydla tylko nie takie  z pior. Przyszly do mnie i powiedzialy ze Bog mnie slucha ze musze byc bardziej pokorna . bardziej pelna wiary. Przychodzily noc po nocy mowiac co mam robic. Robilam to co mowily. To nie byly rzeczy zle. Kazaly mowic ze sa . Ze je widze bo jestem wybrana dla nich i dla Boga. Potem powiedzialy po dwoch latach ze Bog jest ze mnie zadowolony i przyjdzie do mnie nastepnie Jezus bo zdalam.  Potem przyszedl. Powiedział ze mam Matce Przelozonej powiedziec ze zaraz niedlugo umrze ale nie pojdzie do Nieba jezeli  nie odda Jeremiego do rodziny islamskiej .bo ta rodzina chce go adoptowac. Balam sie ze jak nie powiem to Jezus się na mnie obrazi. Ona mnie wyslala do szpitala psychiatrycznego.  Powiedziala ze Jezusa nie mozna widziec bo to urojenia. A on przychodzil i mowil do mnie noc po nocy ze dobrze sie  spisalam. Potem powiedzial ‘przyjdzie Najwyzszy i oddaj mu poklon’. Wtedy bylo jak u ciebie. Ciemnosc strach krzyki wszedzie i taki glos jak milion lancuchow i blekit stal się czarny i ja krzyczałam i cos za mna mnie krzyczalo moje imie i mnie ciagneło do tylu. Bylam nieprzytomna 5 dni. Doktor powiedzial ze to schizofremia. Przenieśli mnie do innego domu dziecka bo zakonnice mnie nie chcialy, bo umarla Matka Przelozona tak jakby  mojej winy. Niewiem czy Jeremi zostal adoptowany. Potem przyszli ludzie. Wiedzieli ze mam opinie schizofreniczna. Poznali moja historie. Byli nie wierzacy. Dzis juz nie zyja. Adoptowali mnie udajac katolickich ludzi inaczej sie nie dalo. Zabrali mnie do innego kraju. Nie mowili ze Boga nie ma. Mowili ze bez niego jest latwiej. mowili ze dzieci sa zawsze manipulowane bo sa niewinne i chca Wierzyc. Mowili ze to nie choroba ale prawdziwa manifestacja tego co wlada ludzmi calego swiata. Mowili ze to sila która wlasnie ludzie od zarania tworzyli swoimi myslami. Sila mysli staje sie kreacja. Mysl stworzyla i tworzy wszystko co nas otacza. Mysl człowieka. „

14:24, xara.xara , Ludzie na mojej drodze
Link Komentarze (9) »
niedziela, 15 listopada 2009
O szczęściu, liczbach i braku przypadków

Każdy z Nas szuka szczęścia. I nieważne czym ono jest dla każdego z Nas. Dla kogoś to kariera, kasa, dla innego zapach chleba, pomarańczy…

Moim szczęściem jest to, że 07.11.2009 wyszłam za mąż za najbardziej wymarzonego mężczyznę. Jestem szczęśliwa! Poznałam go tu na blogu.

Data naszego ślubu nie była wybierana. Po prostu najbliższy termin. I oczywiście stała się datą nieprzypadkową. Z daty naszego ślubu powstaje liczba 11, czyli liczba moich opiekunów, mojej daty urodzenia, jest też datą narodzin ojca mojego Męża oraz kilku innych zdarzeń, o których teraz nie mogę, a raczej nie chcę pisać.

19:36, xara.xara , Dygresje
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 27 lipca 2009
Piszę kiedy chcę

i nikomu nic do tego.

W odpowiedzi do tekstów wysłanych mailem:

1. Nie wypaliłam się

2. Nie boję się

3. Mam wiele do powiedzenia

4. Nie jestem Jezusem, coby nadstawiać drugi policzek

5. Będę pisać kiedy nadejdzie pan czas, który ma na imię "PISANIE"

 

Wszystkich autorów maili pozdrawiam, zwłaszcza tych, których treść była pozytywna.

 

BTW :) Zamiast kryć się po forach, opisując jaka to jestem straszna i wylewać frustrację na mailach, którą odczytuję jako zwykłą prowokację, czy nie odważniej jest zamieścić komentarz?

20:57, xara.xara , Dygresje
Link Komentarze (4) »
piątek, 29 maja 2009
Zanim zapiszesz się na jogę

Zanim zapiszesz swoje dziecko na jogę. Dowiedz się czy owa szkoła nie ma powiązań z Ryszardem Matuszewskim vel Lalit Mohan. UPEWNIJ SIĘ!

Zrób to dla swojego dobra i dobra swoich dzieci.

Reszta informacji w zakładce "STOP HIMAWANTI"

19:02, xara.xara , Ludzie na mojej drodze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 maja 2009
Się dzieje

Tyle chciałabym napisać.

Tyle się wydarzyło

Nie prowadzę pamiętnika. Chciałam tylko żeby ludzie zajmujący się ezoteryką, zrozumieli jak bardzo jest to niebezpieczne i pokrętne. Chciałabym pisać dalej, ale.. Musiałabym się otworzyć..Musiałabym tyle opowiedzieć...

Dziś zajrzałam pierwszy raz od X czasu do skrzynki. Dziękuję za maile. Dziękuję za słowa.

Dajcie mi czas... Ja też pragnę zrozumieć ten świat, choć wiem jak działa, choć naprawdę tyle wiem i spotyka mnie to na codzień. Chciałabym o tym wszystkim powiedzieć, ale... Nie wiem czy chcę... choć wiem, że powinnam...

Dajcie mi czas....

18:34, xara.xara , Szukając
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 kwietnia 2009
Najdroższemu w Dniu Urodzin
Kochanie...
Czy już Ci dzisiaj mówiłam, że Cię Kocham?
Kocham Cię....
Barbara Streisand - Woman in Love
08:39, xara.xara , Ludzie na mojej drodze
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
O święceniu święconek

Byłem na święconkach z dzieciakiem. Byłem, bo sam nie poszedłbym. Przekrój święconek był zróżnicowany. Były kolorowe i białe i bez przystrojenia. Jedna była olbrzymia. Myślałem, że to kościelne przystrojenie, ale to była czyjaś święconka. Baby takiej. To był wielki kosz na zakupy taki. A w nim bochen chleba, cztery pęta kiełbachy, kilo soli, cała zgrzewka dwunastka jajec. Baran jakiś wielki z chleba chyba. Ze dwadzieścia kurczaków takich małych, żółtych z włóczki. Flaszka. Myślałem, że wódka, ale to ocet był. I ciasto jeszcze, chyba szarlotka. W całości. Cała blacha. 

A druga przyniosła w ręku pisankę i ją święciła, a jakiś baran przyszedł z baziami przypiętymi do kurtki z przodu. Cała wiecheć baź z przodu kurtki. Przypięta czy przyszyta.

19:51, xara.xara , ~Opowieści B.~
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 kwietnia 2009
Motylek

Kiedy byłam mała, mój Dziadek, który wprowadzał mnie w życie, uczył co jest dobre, co złe, jak dokonywać wyborów, jak patrzeć na świat, powiedział mi, że zwiastunem tego jaki będzie nadchodzący rok, jest pierwszy wiosenny motyl jakiego zobaczę.

Powiedział to małej dziewczynce, niby na serio, niby bajkowo, ale zapamiętałam to na całe życie.

 

I tak co roku widząc pierwszego motyla i jego ubarwienie traktowałam to jako przesłankę niekoniecznie traktując ją poważnie.

Jak na ironię co roku pierwszy motyl, którego zdarzało mi się widywać, to brązowo pomarańczowa „Rusałka” lub „Bielinek kapustnik”- biały motylek z szarawymi zakończeniami skrzydełek.

 

Wszystkie motylki są piękne, ale ja marzyłam zobaczyć „cytrynka”. Co roku wypatrywałam cytrynka, niestety jako pierwszy nigdy się nie pojawił…..

 

Kilka dni temu, stojąc w pięknym wiosennym słońcu, przepełniona tęsknotą do chłopaka, którego kocham, zadałam w myśli pytanie: „Ciekawe czy on o mnie myśli?”

I dokładnie w tej chwili na moim ramieniu usiadł motyl „cytrynek”. I siedział tak dłuższą chwilę w odpowiedzi….

 

Mój pierwszy cytrynek w życiu, który w moich marzeniach miał zwiastować najpiękniejszy rok, przybył do mnie z odpowiedzią….

18:31, xara.xara , Dygresje
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
następne
Archiwum
Lipiec 2008
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Listopad 2008
Grudzień 2008
Styczeń 2009
Marzec 2009
Kwiecień 2009
Maj 2009
Lipiec 2009
Listopad 2009
Luty 2010
Kwiecień 2010
Czerwiec 2011
Ostatnie wpisy
  • Powrót
  • Katastrofa samolotu
  • Od czytelniczki
  • O szczęściu, liczbach i braku ...
  • Piszę kiedy chcę
  • Zanim zapiszesz się na jogę
  • Się dzieje
  • Najdroższemu w Dniu Urodzin
  • O święceniu święconek
  • Motylek
Zakładki:
Czytam, bo lubię
Ateista
Będąc młodym fizykiem
Cialkofrenia
Dwubiegunowy
EGOcentrum
Okiem Ateistki
Do posłuchania
Z dedykacją
Stop Himawanti!
Jak to sie robi w Bractwie Zakonnym Himawanti
Przemienienie- słuchowisko Radio Szczecin
Warto zobaczyć
Secret
Thunderbolts of the Gods
Tukee
Zeitgeist
Xara
Kontakt
Tagi
  • Biblia
  • celibat
  • JP II

website counter
tybetwatch
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 4
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog